Jedna lubi mówić, druga milczeć

Tak wygląda prawdziwa poetka, podciągnij się!” to zapis korespondencji między Wisławą Szymborską a jej serdeczną przyjaciółką Joanną Kulmową, spisany i skatalogowany przez Urszulę Chęcińską. Noblistka nie lubiła opowiadać o sobie, ba!, nie umiała tego robić, co Joanna przyjmowała zawsze serdecznie, nadrabiając za obydwie. Różnicę widać nawet w samej strukturze korespondencji – na 200 listów Kulmowa wysłała 125, długich, pełnych barokowych zdań, a Szymborska ograniczała się do wyklejanek okolicznościowych i kilku krótkich zdań towarzyszących kompozycji (nie więcej niż 10 razy pokusiła się o więcej niż pięć zdań). Pomimo tej różnicy jedno od razu wychodzi przed szereg, mianowicie szczera przyjaźń, jaka łączyła kobiety na przestrzeni niemalże pół wieku.

Obydwie panie prezentowały specyficzny, daleki od siebie, warsztat literacki. Szymborska zatapiała się w liryce społecznej, pozbawionej nadmiernej metaforyzacji, a Kulmowa tworzyła książki dla dzieci. Bardzo często przyjaciółki, w żartobliwy sposób, obwiniały się za brak weny lub wpływ twórczości, którą nawzajem sobie oceniały. Noblistka stosowała merytoryczne, często surowe adnotacje, ale też potrafiła pochwalić, w swoim stylu stwierdzając, że od nadmiaru czytania bajek cofa się i dziecinnieje. Przyjaciółka nie była jej dłużna odpisując, że jest za młoda na czytanie takich smutnych fraz i stanowczo nie lubi zanurzania się w grobowo-poważne dywagacje starszej pani.

Mieszczuch i zwolenniczka natury


Szymborska nie lubiła nadmiernej ciszy i spokoju, którego Kulmowa poszukiwała. Nazywały się różnie “mieszkanką łona natury bez adresu” czy “Borsukiem krakowskim”. Mimo wyraźnego wycofania i niechęci do nadmiernej werbalizacji, Szymborska szybko zastąpiła nagłówki z listów z “Szanowna Pani” na “Kochana”, a dorzucane przez nią niewielkie sformułowania oznaczały wyłącznie otwartość i szczerą ufność co do tej znajomości. Obydwie żartowały z tego, że dane jest im spotykać się ze sobą raz na dwie dekady (zachowało się wyłącznie jedno zdjęcie z ich spotkania w Zakopanem) i życzyły sobie wzajemnie jeszcze dwóch lub nawet trzech podobnych spotkań w zdrowiu.

Kobiety nie musiały prowadzić intensywnych spotkań ani pisać do siebie zbyt często. Łącząca je więź, zarówno duchowa jak i literacka, w zupełności wystarczały do utrzymania tej przyjaźni. Natura listów posiada to do siebie, że zawsze są szczere, pisane pod wpływem chwili i niewiarygodnie osobiste. Opisane w książce, opatrzone komentarzem, takie właśnie są. Warto się z nimi zapoznać. No i oczywiście podciągnąć się!

Coffee obraz autorstwa freepik - www.freepik.com